Nowy gatunek homininów na czołówkach gazet. Co to jest i co to znaczy?

Autor: Jerry A. Coyne

Opisano nowy gatunek hominina, H. naledi, w nowym artykule w eLife. Napisał go Lee Berger i in. (“i in.” to około 60 autorów!) i opisują oni kolekcję 15 szkieletów odkrytych razem w jaskini w Afryce Południowej. Jest to niezwykle kompletna kolekcja szkieletów i artykuł ten omawia zarówno BBC, jak „New York Times”. To, co wkładam poniżej, jest głównie wydestylowane z tych drugorzędowych źródeł, chociaż czytałem także sam artykuł.

 

“Homininy” (dawniej “hominidy”), obejmują wszystkie gatunki, wymarłe i żyjące ( z tych ostatnich jest tylko H. sapiens), po tej stronie linii rodowej, która dała współczesnych ludzi po rozejściu się z linią rodową, która doprowadziła do współczesnych szympansów (naszych najbliższych żyjących krewnych). Oczywiście, nie wszystkie homininy znajdują się w gatunku Homo: mamy Australopithecus, Sahelanthropus, Paranthropus i kilka innych rodzajów, których członkowie wymarli bezpotomnie. Ponadto, nie wszyscy członkowie rodzaju Homo muszą być naszymi przodkami: kilka gatunków mogło żyć – i prawdopodobnie żyło – w tym samym czasie, jak pokazuje poniższa tabela. A niektóre z tych gatunków prawdopodobnie wymarły bezpotomnie, a więc nie są naszymi przodkami:

W rzeczywistości nie jesteśmy pewni, który z wcześniejszych gatunków wyewoluował w Homo sapiens. Homo erectus, ze stosunkowo dużym mózgiem i szeroką dystrybucją geograficzną, może być kandydatem, ale także tego nie jesteśmy pewni. Skamieniałości są rzadkie, ich cechy nakładają się na cechy skamieniałości z innych miejsc i często nie jesteśmy w stanie odróżnić różnych gatunków od zwykłej zmienność lokalizacji geograficznej jednego gatunku – rodzaj zmienności, który czasami jest nazywany „zmiennością rasową”.

Doprowadziło to do tendencji określania każdej nowej skamieniałości jako odrębnego gatunku (kto by chciał po prostu opisać jeszcze jeden okaz H. habilis?), co z kolei prowadziło do zajadłych debat o to, który gatunek jest którym, a potem do Wielkiej Debaty o to „który gatunek jest z linii wiodącej do ludzi współczesnych?”

Niestety, nie możemy jeszcze odpowiedzieć na to ostatnie pytanie, ani na inne, blisko z nim związane: “Kiedy staliśmy się ludźmi?” Moim zdaniem to pytanie jest nonsensowne, ponieważ zależy to od tego, co rozumie się przez „ludzi”. Jeśli chodzi o cechy czysto fizyczne, to możemy, przynajmniej w zasadzie, określić taki punkt czasowy, chociaż same cechy są wybierane arbitralnie. Jeśli chodzi o cechy umysłowe lub o zachowanie, jest to jeszcze trudniejsze, bo takie rzeczy nie stają się skamieniałościami. Czasami jednak możemy znaleźć przypadki zrytualizowanego zachowania, jak w pogrzebach ciał neandertalczyków i namaszczaniu szkieletów ochrą. Czy to czyniło nas ludźmi? Czy też była to mowa, coś niezmiernie trudnego do odkrycia w skamieniałościach? Czy też była to złożoność poznania lub rozwój „postawy intencjonalnej”, coś niemal niemożliwego do odczytania z szkieletów?

W każdym razie opisano nowy gatunek hominina, H. naledi, w nowym artykule (odnośnik poniżej) w eLife. Napisał go Lee Berger i in. (“i in.” to około 60 autorów!) i opisują oni kolekcję 15 szkieletów odkrytych razem w jaskini w Afryce Południowej. Jest to niezwykle kompletna kolekcja szkieletów i artykuł ten omawia zarówno BBC, jak „New York Times”. To, co wkładam poniżej, jest głównie wydestylowane z tych drugorzędowych źródeł, chociaż czytałem także sam artykuł.

Przede wszystkim, jest godne uwagi, że jest tam tak wiele szkieletów, co – w odróżnieniu od wielu skamieniałości homininów znajdowanych jako części czaszki lub innych kości – pozwoliło autorom na zestawienie pełnego obrazu cech szkieletowych gatunku. Oto kilka pozostałości na zdjęciu Johna Hawksa z witryny BBC:

Dlaczego jest to uważane za nowy gatunek hominina? No cóż, jest to mozaika cech prymitywnych i zaawansowanych, jak autorzy sami piszą w artykule:

H. naledi przedstawia jeszcze inną kombinację cech. Ten gatunek łączy rozmiar i postać ciała, podobnego do ludzkiego, z mózgiem rozmiarów australopiteka; cechy ramion i ręki dobrze nadające się do wspinania z podobną do ludzkiej dłonią i nadgarstkiem zaadaptowanymi do manipulacji; mechanikę bioder podobną do australopiteka z podobnymi do człowieka adaptacjami stopy i dolnych kończyn; drobne uzębienie z prymitywnymi proporcjami zębowymi.

Jak stary jest ten gatunek? Nie wiemy. Podano wiek jaskini i może ona liczyć 3 miliony lat. Autorzy mówią też, że te skamieniałości mogą liczyć 3 miliony lat, wyprzedzając najwcześniejszy opisany gatunek Homo – H. habilis – o niemal milion lat. Ale to jest wiek jaskini, nie zaś skamieniałości. Skamieniałości mogą liczyć dwa miliony, milion lub nawet 500 tysięcy lat. (H. floresiensis, “hobbit”, który miał około metra wzrostu, malutki mózg i całkowicie nienowoczesny szkielet, żył zaledwie 12 tysięcy lat temu!)

Podobnie jak australopiteki, H. naledi miał bardzo małą czaszkę, ale w zasadzie nowoczesny szkielet. Dlaczego nie jest to australopitek? Głównie dlatego, że ma większy mózg (o około 25%), jego zęby trzonowe są bardzo małe (australopiteki miały duże zęby trzonowe) i są w jego czaszce cechy, które łączą go z H. erectus. Wiele z tych cech nadal jednak wchodzi w zestaw cech australopiteków. Tutaj jest kilka dodatkowych rysunków z BBC, pokazujących cechy „nowoczesne” pomieszane z prymitywnymi:

Zakrzywione palce mogą sugerować, że ten gatunek był częściowo leśny, tj. że nadal chodził po drzewach:

Kształt stopy sugeruje jednak, że gatunek był, przynajmniej w dużej mierze, dwunożny, co jest cechą nowoczesną. (Australopiteki także były dwunożne, jak wiemy z odcisków stóp z Laetoli).

Przejdźmy więc do trzech dużych pytań. Na dwa z nich odpowiedziano błędnie w tytule artykułu w “New York Times piece”: “New species of human ancestor is found in a South African cave” [W południowoafrykańskiej jaskini znaleziono nowy gatunek ludzkiego przodka] To jest złe dziennikarstwo: nie mamy pojęcia, czy H. naledi był z linii wiodącej do  H. sapiens. Znaczy to, że nie możemy powiedzieć z pewnością, iż był jednym z naszych przodków. Wszystko, co możemy powiedzieć, to, że był spokrewniony z naszymi przodkami. Po drugie, nie wiemy na pewno, że jest to nowy gatunek, bo jest to kwestia oceny. Spójrzmy jednak na to głębiej.

Czy H. naledi jest nowym gatunkiem? Biolodzy ewolucyjni definiują “gatunek” jako grupę jednostek lub populacje oddzielone od innych takich grup izolującą barierą reprodukcyjną, która nie pozwala im na udaną wymianę genów. Ponieważ nie wiemy tego o tych skamieniałych homininach (choć wiemy w sprawie neandertalczycy kontra H. sapiens, którzy wyraźnie wymieniali geny, a więc należą do tego samego gatunku), na ogół czynimy takie osądy wyłącznie na podstawach morfologicznych: czy gatunek wygląda inaczej niż inne opisane gatunki homininów? Według oceny autorów opartej na wielu szkieletach i fragmentach, jakie znaleźli, wygląda inaczej, a więc dali mu nową nazwę.

To jednak nie przekonuje mnie w pełni, bo różnice są niewielkie i, jak piszą autorzy, wiele cech przypomina H. habilis lub wczesnego H. erectus. Fakt, że mogą być różnice w pewnych cechach nie przekonuje mnie, że to jest nowy gatunek, bo może to być po prostu geograficznie zlokalizowana odmiana – być może nawet pokrewna genetycznie grupa – gatunku, który już został opisany. Sądzę więc, że nadawanie nowej nazwy jest nieco przedwczesne. Niespecjalnie mnie to jednak martwi. Ważniejsze jest ustalenie daty tych skamieniałości, bo jeśli naprawdę mają 3 miliony lat, to z pewnością bardzo przesunęłoby to do tyłu powstanie rodzaju Homo.

Czy H. naledi jest naszym przodkiem? Jak powiedziałem powyżej, nie mamy najmniejszego pojęcia. Żaden dziennikarz nie powinien twierdzić, że jest to linia prowadząca do ludzi współczesnych.

Czy H. naledi praktykowali rytualne pogrzeby? To wydaje się bardziej prawdopodobne, ponieważ wszystkie szkielety były zgromadzone razem, chociaż nie widzę żadnej oznaki, że były w tej praktyce jakieś zabobony. Być może składali zwłoki z dala od żywych, by uniknąć odoru. A nawet jeśli kładli zmarłych razem (nawiasem mówiąc, wśród tych zmarłych były homininy w rozmaitym wieku) nie mówi to wiele o ich mentalności poza faktem, że uznawali zmarłych za różnych od żywych. Jest więc również przedwczesne mówienie, że to było „ludzkie”, jak gdyby mieli władze umysłowe lub duchowość przypominające ludzi współczesnych. Wypowiedź Lee Bergera, która pojawia się w doniesieniu BBC, wydaje mi się więc właściwie bezsensowna, bo „czym jest bycie człowiekiem” zależy całkowicie od tego, co rozumiesz przez „człowieka”:

Prof. Berger wierzy, że odkrycie stworzenia, które ma taką mieszankę cech nowoczesnych i prymitywnych, powinno spowodować, że naukowcy zrewidują definicję tego, czym jest bycie człowiekiem – do tego stopnia, że sam ociąga się z opisaniem naledi jako ludzi.

Nie wiem nawet, czy naukowcy mają zgodny pogląd na to „czym jest bycie człowiekiem”!

Nie zamierzam krytykować tej pracy, bo opis tego skarbca szkieletów jest niezwykły i analiza oraz opis różnic w stosunku do istniejących gatunków jest bardzo dobra. Tym, co krytykuję, są w zasadzie relacje prasowe o tym znalezisku, ale także gotowość badaczy do dania tej grupie nazwy nowego gatunku, kiedy nie znamy nawet jej wieku i kiedy może to być po prostu geograficzna odmiana istniejącego gatunku – coś, co byłoby jaśniejsze, gdybyśmy mieli datę! Ale nie jestem specjalistą ewolucji człowieka i mogłem czegoś nie zrozumieć lub przedstawić błędną opinię. Jak zwykle, jestem gotowy na zmianę zdania, jeśli pobłądziłem. Na razie jednak: caveat lector.

Why Evolution Is True, 10 września 2015

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Polskie tłumaczenie ukazuje się równolegle w Listach z naszego sadu

Pluskwiak zatrzymujeżywność w pół drogi, żeby zrobić miejsce dla mikrobów

Autor: Ed Yong
Twój przewód pokarmowy jest długą, ciągłą rurą. Żywność wchodzi z jednej strony, zostaje strawiona i obdarta ze składników odżywczych i wypychana z drugiego końca. Tak jest u mrówek i słoni, lwów i lwów morskich, jastrzębi i motyli. Ale nie u tarczówkowatych, rodziny z podrzędu pluskwiaków o kształcie tarcz. W jelitach tych spijających sok roślinny owadów, żywność wchodzi jednym końcem, zostaje strawiona i obdarta ze składników odżywczych… a potem zatrzymuje się. Nigdy nie przepływa do tylnej części przewodu pokarmowego. Ta część narządu została przekształcona z miejsca trawienia w apartamentowiec dla mikrobów.
Nasze jelita także pełne są bakterii i innych mikrobów, ale żyją one wśród nurtów żywności i pomagają nam strawić nasze posiłki. Pluskwiaki tarczówkowate urządzone są zupełnie inaczej. Ich przewód pokarmowy składa się z kilku uszeregowanych komór. Pierwsze trzy (M1, M2 i M3 na rysunku poniżej) są do składowania i trawienia żywności i do absorbowania składników odżywczych. Czwarta (M4 i M4B) składa się z wielu rozgałęziających się woreczków i krypt gęsto wypełnionych symbiotycznymi bakteriami.

Obecnie, Tsubasa Ohbayashi i Yoshitomo Kikuchi z Uniwersytetu Hokkaido w Japonii odkryli, że to rozdzielenie jest wymuszone przez specjalny narząd – skrajnie wąski korytarz (CR na rysunku), który oddziela komory trzecią i czwartą. Jest cienki i niepozorny, i dlatego nikt go wcześniej nie zauważył. Odgrywa jednak żywotną rolę: pozwala pewnym bakteriom na skolonizowanie tylnej połowy przewodu pokarmowego, trzymając żywność i inne mikroby w części przedniej.

To odkrycie mówi o dwóch najważniejszych stronach partnerstwa między zwierzętami i mikrobami. Pierwszą jest konflikt. Nawet korzystne bakterie nie są wyłącznie dobrem. Mają własne interesy ewolucyjne i mogą spowodować gospodarzom poważne problemy, jeśli dostaną się do niewłaściwych części ciała. Trzeba je więc powstrzymać i kontrolować. Robimy to ścianą śluzu, który pokrywa nasze jelita, i komórkami odpornościowymi, które patrolują tę ścianę. Inne zwierzęta mają specjalne przegródki, w których przechowują bakterie. Tylna polowa przewodu pokarmowego pluskwiaka jest przykładem takiego wyspecjalizowanego zakwaterowania.

To doprowadza nas do drugiej sprawy: selektywności. Mikroby, które żyją w ciałach zwierząt, nie są tymi samymi mikrobami, które znajdują się w otaczającym zwierzę środowisku. Tylko niektóre gatunki mogą dobrze czuć się w zwierzęcym gospodarzu i tylko niektórym się na to pozwala. U pluskwiaków tylko jedna bakteria o nazwie Burkholderia może skolonizować przewód pokarmowy. (Nie jest całkiem jasne, co Burkholderia robi dla swojego gospodarza, ale wiemy, że jest ważna, bo owady, które jej nie mają, nie mogą dorosnąć do pełnych rozmiarów i umierają wcześnie.)

Nowoodkryty korytarz u pluskwiaków jest odpowiedzialny za tę skrajną selektywność. Stanowi sortownię symbiontów. W zeszłym roku zespół Kikuchiego nakarmił młode tarczówkowate gatunku Riptortus pedestris bakteriami Burkholderia, oznakowanymi świecącą, zieloną cząsteczką. Zobaczyli, że bakterie ustawiły się w kolejkę u wejścia do wąskiego korytarza i przez kilka godzin przepychały się przez niego. Robi to tylko Burkholderia. Inne bakterie nie potrafią odbyć tej samej podróży.

Nie potrafi tego także ani żywność, ani płyny. Niedawno zespół podał pluskwiakom wodę zabarwioną na czerwono. Fala czerwieni powoli przechodziła przez jelita i całkowicie zatrzymała się u wejścia do ciasnego korytarza. Czymkolwiek jest ten narząd, nie przepuszcza żywności, płynów i większości mikrobów.  

Badając go pod mikroskopem zespół odkrył jego tajemnicę. Przede wszystkim, jest niemożliwie wąski: zaledwie kilka milionowych części metra szerokości. Jest także wypełniony śluzem, który działa jak fizyczny korek. Tylko Burkholderia może się przez to przebić, częściowo dlatego, że jest świetnym pływakiem. Popycha się silnym, podobnym do bicza ogonem, zwanym wicią. Kiedy zespół Kikuchiego manipulował ze zmutowaną Burkholderia, nie udało im się odtworzyć porządnej wici i te szczepy nie potrafiły przedostać się przez korytarz.

Inne bakterie jednak, takie jak E.coli i B.subtilis mają własne wici, a jednak też nie potrafią przedostać się. Musi być coś jeszcze, co tamuje im drogę i nikt nie wie, co to może być. Jest możliwe, że tylko Burkholderia wytwarza enzym, który rozkłada śluz, a więc zarówno płynie, jak drąży tunel. Albo też Burkholderia może być wyjątkowo odporna na enzymy trawienne i antybakteryjne substancje chemiczne, które uwalnia pluskwiak, by powstrzymać inne mikroby.

Jest możliwe, że zarówno owad, jak bakteria, mają swoje role do odegrania w zapewnieniu wierności tego partnerstwa. Tak samo może być z innymi naturalnymi sojuszami. Śliczna kałamarniczka hawajska (Euprymna scolopes) jest skolonizowana przez jeden gatunek świecącej bakterii o nazwie Vibrio fishceri, którą przechowuje w kryptach w ciele. Mimo mnóstwa bakterii, które kłębią się w otaczającym morzu, tylko V.fischeri potrafi wejść i skolonizować krypty kałamarniczki. Jak pisałem poprzednio, ta selektywność zależy zarówno od kałamarniczki, jak od mikroba.

Kałamarniczka i owad mają jeszcze jedną rzecz wspólną: każde nowe pokolenie pobiera swoje mikroby ze środowiska. Selektywność jest więc dla nich naprawdę ważna. Potrzebne im są bardzo precyzyjne sposoby wyciągnięcia właściwego partnera z otaczającego środowiska. To samo dotyczy większości gatunków tarczówkowatych i dlatego, jak się wydaje, ten korytarz istnieje u wszystkich około 40 tysięcy członków tej rodziny.

Jedyne wyjątki także dowodzą reguły. Niektóre pluskwiaki tarczówkowate wyewoluowały bardzo specyficzne metody przekazywania swoim dzieciom odpowiednich, korzystnych mikrobów. Jedne kładą kapsułki pełne mikrobów obok jajeczek. Inne pokrywają jajeczka pełnym bakterii śluzem. Tak czy inaczej, młode pluskwiaki mają gwarancję, że znajdą właściwe mikroby, więc sortujące symbionty korytarze są mniej użyteczne. I, jak to się często dzieje w ewolucji, zaniknęły one. Kiedy te pluskwiaki dorastają, ich korytarz kurczy się do nitki i obie połowy przewodu pokarmowego są zasadniczo oddzielone.

Jak więc wydalają odchody? Eksperyment zespołu Kikuchiego z czerwonym zabarwieniem żywności ujawnił odpowiedź. Żywność zostaje zaabsorbowana w przedniej części przewodu pokarmowego, wysłana od owadziego odpowiednika nerek, a następnie przesłana z powrotem do tego samego końca w postaci odchodów. Być może jest to najwyraźniejszy sygnał, że te mikroby mają znaczenie. By dać im dach nad głową pluskwiaki musiały zmienić całą trasę żywności w swoich ciałach, omijając czwartą komorę, w której zamieszkują bakterie.

Not Exactly Rocket Science, 31 sierpnia 2015

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Polskie tłumaczenie ukazuje się równolegle w Listach z naszego sadu

 

Bakterie, które zamieniają ameby w farmerów

Większość ludzi myśli o bakteriach jako o zarazkach, oznakach brudu lub niechcianych przenośnikach chorób. Powoli ten pogląd zmienia się. Jest teraz całkowicie jasne, że bakterie, które żyją w ciałach innych stworzeń, pomagają swoim gospodarzom przez trawienie pokarmów, dostarczanie składników odżywczych, obronę przed chorobami, detoksyfikację trucizn, rozbieranie zdobyczy, a nawet wytwarzanie światła. Lista zaskakujących zdolności jest obszerna i kiedy właśnie myślisz, że można ją zamknąć, przychodzi ktoś i pokazuje, że bakterie potrafią zamienić ameby w farmerów.
Amebą, o którą chodzi, jest Dictyostelium discoideum, pseudoplazmodium lub Dicty dla jej przyjaciół. Żyje głównie jako pojedyncza komórka, która otacza i zjada bakterie. Kiedy jednak żywności jest mało, te pojedyncze komórki zbierają się i zlewają w wielokomórkową nibyśluźnię. Nibyśluźnia pełznie aż znajdzie dobre miejsce, gdzie wyciąga się w górę, by stworzyć kulę na czubku trzonka. Kula pełna jest zarodników, które z czasem rozwiewają się obsadzając jakiś odległy (i może obfitszy w pokarm) obszar nowymi amebami.W 2011 r. Debra Brock i jej koledzy pokazali, że Dicty czasami upakowuje gatunki jadalnych bakterii w nibyśluźnię i w zarodniki. Kiedy zarodniki lądują w nowym miejscu, ich ładunek bakterii mnoży się, tworząc gotową żywność. Brock nazwała te noszące bakterie ameby “farmerami”. Taszczą swoją “uprawę” ze sobą i “sadzą” ją, żeby dostarczyła posiłki na nieznanym terenie.

Metafora jest trafna, ale jak wszystkie metafory, niesie ze sobą bagaż. Sugeruje, że ameby aktywnie panują nad swoimi bakteryjnymi uprawami – a to nie całkiem jest prawdą. Ten sam zespół naukowców pod kierownictwem Joan Strassmann i Davida Quellera z Washington University w St Louis, odkrył teraz, że to niektóre bakterie potrafią zamienić Dicty w farmerów!

Zespół wiedział już, że te szczepy Dicty niosą zróżnicowane społeczności bakterii. Są wśród nich gatunki takie jak Klebsiella, które służą jako pokarmi inne, niejadalne mikroby, które zabierają się na przejażdżkę. Choć te niejadalne mikroby są inne u różnych ameb, badaczka Suzanne DiSalvo odkryła, że jeden gatunek – Burkholderia – był uniwersalny. Pojawiał się u wszystkich farmerów.

Burkholderia ma zamiłowanie do symbiozy – to jest, do tworzenia związków z innymi organizmami. Istnieją szczepy, które powodują oportunistyczne infekcje u ludzi, które pozwalają owadom na natychmiastową oporność na środki owadobójcze, które darowują zwierzętom geny produkujące antybiotyki i które dostarczają rozmaitych korzyści roślinom. Co robią te, które są w Dicty?

DiSalvo z czasem zrozumiała, że są one w znacznej mierze (a może całkowicie) odpowiedzialne za farmerski styl życia Dicty. Mogła zamienić niefarmerskie ameby w przenoszących bakterie farmerów przez danie im właściwych szczepów Burkholderia. I mogła trwale “wyleczyć” farmerskie ameby z ich zdolności przenoszenia bakterii przez podanie im antybiotyków. „To było fascynujące i zdumiewające” – mówi Strassmann.

Nie jest jasne, jak Burkholderia to robi, ale fakt, że ameby nie mogą jej jeść, jest prawdopodobnie ważny. “Sądzę, że Burkholderia zakażają Dicty i zakłócają jakiś proces, dzięki któremu trawi bakteryjne pożywienie” – zgaduje DiSalvo. Oznacza to, że nieumyślnie Dicty nosi teraz inne bakterie, które normalnie strawiłaby. To jest podstawa zachowania farmerskiego: zdolność przechowania mikrobów bez zaszkodzenia im, zamiast natychmiast zamienić je w pokarm. Burkholderia, przez egoistyczne ochranianie się przed strawieniem, daje także amebom podstawę do ich agrokultury.

Ta transformacja kosztuje. Dicty jest w oczywiście niekorzystnej sytuacji, jeśli nie może sprawnie trawić pokarmu. DiSalvo odkryła, że jeśli jest wokół wiele żywności, farmerzy produkują mniej zarodników niż niefarmerzy i odnoszą mniejsze sukcesy. Kiedy jednak żywności jest mało, szale kosztów i zysków zamieniają się. Teraz farmerzy, którzy potrafią przenieść bakterie na nowe pastwiska, dają sobie radę lepiej niż ich niefarmerscy krewni.

Te wyniki pokazują jeden z najważniejszych aspektów symbiozy i to taki, którego się często nie zauważa: symbioza jest kontekstowa. Ten sam mikrob może być szkodliwy dla swojego gospodarza w jednym układzie, ale korzystny w innym. W jednym kontekście jest pasożytem, w innym jest mutualistą. „Ta praca naświetla kruchość początków symbioz” – mówi John McCutcheon z University of Montana, który recenzował tę pracę. “Pokazuje jak patogeniczne i mutualistyczne rezultaty mogą chwiać się na dość cienkiej krawędzi, przechylając w jedną lub drugą stronę w sposób zależny od skomplikowanych czynników środowiskowych”.

Jest to także wspaniały przykład, jak bakteria może wpłynąć bezpośrednio na zachowanie bardziej złożonego gospodarza, dodaje McCutcheon. Choć wielu naukowców bada mikroby ciała ludzkiego i ich efekty na nasze zdrowie i zachowanie, te badania są niemal wyłącznie korelacyjne. To jest, porównują po prostu społeczności mikrobów u różnych grup ludzi. Z prostszymi organizmami jednak, takimi jak Dicty, zespół Strassmann nie jest tak ograniczony. Mogą prowadzić eksperymenty.

Zespół próbuje teraz powoli wyłączać geny Burkholderia, żeby zidentyfikować te, które pomagają skolonizować Dicty. Badają cykle infekcji pod mikroskopem. I przyglądają się substancjom chemicznym, których używają ci partnerzy do wzajemnej komunikacji. “To jest fajerwerk” – mówi Strassmann.

Not Exactly Rocket Science, 24 sierpnia 2015

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Polskie tłumaczenie ukazuje się równolegle w Listach z naszego sadu